WILK Z WALL STREET (2013)
Jordan Belfort (Leonardo Dicaprio) po tym jak postanowił pójść na odwyk, zwierzył się przyjacielowi ze starych, dobrych, rozpustnych wojaży, że życie na trzeźwo jest piekielnie nudne. Oglądałam wilka z wall street na trzeźwo, i nie byłam znudzona. Dlaczego? Tylko dlatego że byłam zwyczanie rozbawiona. Scorsese pokazał że oprócz chciwości, seksu i narkotyków, wall street to przede wszystkim pyszna zabawa. To humor w wielu odsłonach, pod kołderką i bez kołderki, w winie i w sosie cytrynowym (lemon to najsilniejszy narkotyk jaki bierze Jordan i jego przyjaciel Deny). Cięta riposta, parodiowanie, przedrzeźnianie to składniki właściwe każdej wymianie zdań, każdej próbie charakterów, każdej transakcji na wall street. Virginia Woolf w jednej ze swoich książek napisała, że dzieci gdy tylko nauczą posługiwać się dowcipem robią to w sposób wyjątkowo okrutny. Maklerzy giełdowi dorosnąć nie mogą.
Gdy główny bohater, rozpoczyna realizować swój american dream zbiera bandę półgłówków, i wygłasza im myśl przewodnią nowo powstającej firmy "sprzedajemy śmieci śmieciom". Pierwsze śmieci to groszawarte akcje, drugie śmieci to naiwniacy którzy je kupią. Kiepski towar siłą językowej perswazji wsadzany do gardeł klientów. Jak to osiągnąć? Musisz sprzedając czerpać rozkosz z tego, że klient jest głupszy od Ciebie, musisz go stymulować przez słuchawkę polewając mleczną czekoladą, a odkładając słuchawkę musisz czerpać przyjemność z tego obrazka czarnego murzynka Bambo, który będzie dźwigał cegły na Twoją piramidę finansową. Powinieneś robić to tak często i z taką namiętnością, z takim emocjonalnym ładunkiem abyś przypadkiem się nie oblizał, nie podrapał w czoło albo w tyłek, abyś się nie zorientował że także jesteś oblewany lukrem przez swoich przełożonych.
Czego jeszcze mamy dużo w tym filmie? Narkotyków. Są wszędzie, zawsze, trzeba o nie zabiegać .Jordan w jednej ze scen gdy tłumaczy Denemu dlaczego ma iść po kokę, wykrzykuje oczywiste stwierdzenie "nie chcę umierać na trzeźwo" i wedle tej logiki, że śmierć warto przywitać w psychodelicznym transie inne podniosłe wydarzenia również.
Narkotyczno-orgiastyczne sceny są do znudzenia powtarzane w filmie, przewijają się od początku do końca fabuły. Scorsese osiągnął coś bardzo rzadkiego, potrafił zmęczyć materiał nie męcząc widza, a wręcz racząc go dużą dozą rozrywki. Oddał stan pustki w codziennej rutynie maklerów, nie pokazując rutyny.
Narkotyczno-orgiastyczne sceny są do znudzenia powtarzane w filmie, przewijają się od początku do końca fabuły. Scorsese osiągnął coś bardzo rzadkiego, potrafił zmęczyć materiał nie męcząc widza, a wręcz racząc go dużą dozą rozrywki. Oddał stan pustki w codziennej rutynie maklerów, nie pokazując rutyny.
W jednej z końcowych scen wszyscy pracownicy biura naśladując gest Jordana zaciskają pięść i bijąc się w pierś wydają goryli odłgłos. Człowiek z wall street wg. Scorsesego to trochę taki prehistoryczny homo erectus (jeszcze nie sapiens), tak zajęty zaspokajaniem swoich podstawowych potrzeb (w filmie wszystkie realizują się po prostu na imprezie), że wątpliwość nie zdążyła zmarszczyć mu czoła.
Ocena 8,5/10
za nowatorstwo ujęć
dowcip
to co naokoło fabuły
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz